Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 sierpnia 2011

Aranżacje.

Mały update ukazujący zmiany przeprowadzone przeze mnie w ostatnich dniach. 
Ukradłam rodzicom słój, aby przystosować go pod waciki kosmetyczne (choć w głowie rysuje mi się zupełnie inne rozwiązanie w tej kwestii, ale co do tego będę musiała szukać długo, długo i też nie mam pewności, że mi się uda coś takiego znaleźć. Marzy mi się dozownik płatków, które faktycznie są dostępne do zakupu, np. takie typ 1, typ 2, ale ja myślę raczej o wysokiej szklanej tubie tego typu klik, ale bez tych ozdób, z takim otworem u dołu jak ma ten klik, ten też mi się podoba klik, choć nie przekonują mnie zbytnio te złote zdobienia i jest znowuż nazbyt zaokrąglona. Podoba mi się także taka, choć było by z niej trudno korzystać, ale nie ma kwestii nie do przeskoczenia klik). 


Ukradłam także cukierniczkę, o czym jeszcze nie wiedzą, a używam jej do trzymania aktualnie używanej biżuterii, aktualnie przyjmowanych witamin, akcesoriów do włosów, bo zawsze mam z tym problem, że rzucę gdzie popadnie i kończy się to tym, że giną mi w nicości. 

Idąc dalej i przekładając teorię 'wykorzystywania wszystkiego, nie wyrzucając niczego' przygotowałam sobie nową podstawkę pod kubek z kawą. Wykorzystałam do tego element opakowania prezentu od Ann., który dostałam na moje urodziny, kiedy przebywała w PL. Ps. Dzięękii. :)) Wybrany ze względu na wzór, obklejony szczętnie taśmą przezroczystą, aby nie uległ tak szybko zniszczeniu, jako, że będzie miał styczność z gorącymi kubkami i ewentualnymi płynami, które mogły by mi się wylać. :D :P

Oczywiście nie obyło się bez uprzątnięcia mojego parapetu, który po którymś tam remoncie stał się częścią biurka i tam trzymam akcesoria piśmiennicze, i inne ... takie jak pędzle.

Biała kropka: pędzle, którym chyba muszę znaleźć ubranka, bo denerwuje mnie trzymanie ich w foliowych opakowaniach, w których je kupiłam, a nie chcę by stały bez nich, jako, że dzięki tym opakowaniom zachowują swój kształt i nie rozcapierzają się tak bardzo jak bez nich.

Różowa kropka: Wszystkie posiadane przeze mnie długopisy i ołówki, trzymane w tym superanckim szklanym, fioletowym i ozdobionym w jakieś bliżej nieokreślone esy-floresy pojemniczku/misce.

Zielona kropka: Drewniany pojemnik (który pomyśleć miałam zamiar wyrzucić !) przedzielony na trzy komory, w którym pierwotnie były trzy różne drewniane gry z jakiegoś projektu unijnego. Dostałam od szefa. Zdjęłam nakrywkę, do pierwszej komory wrzuciłam wszystkie flamastry, do drugiego dziurkacz (taaa zmieścił się) i pilniki, do trzeciej moje skórzane etui z piórami z Parkera, jakieś dodatkowe opakowania zszywek i karteczki samoprzylepne.

Żółta kropka: Najlepszy jak dotąd zmywacz. I pomyśleć, że wygrzebany na szybko z biedronkowej półki. ;)


Teraz zmiana w mojej wiecznie zawalonej szufladzie. Długo myślałam co zrobić z podstawowymi kosmetykami, no i w końcu znalazłam na nie sposób. Wykorzystałam zakupione kilka miesięcy temu w dziale kuchennym Pepco plastikowe opakowania, które pierwotnie myślę są przeznaczone przez producenta do sztućców. Znalazł się też tu piórnik z Londynu :). Jako, że szuflada nie jest zbyt obszerna, pojemniki ułożyłam jeden na drugim.

Zdjęcie 1: 
- Kropka biała: Piórnik I love London z wszystkimi posiadanymi przeze mnie maseczkami i próbkami. 
- Kropka fioletowa: Wszystkie (oprócz tych, które na co dzień noszę w torebce) szminki, błyszczyki, balsamy i inne produkty do ust...na czele z wazeliną, hehehe. No i plus zalotka się zapodziała.
Zdjęcie 2: 
- Kropka pudrowa: Wszystkie pudry (sypkie, w kamieniu), bronzery, róże... tak to chyba wszystko. Fluidy mam gdzie indziej, lol.
- Kropka zielona: Korektory, żel do rzęs, tusze i rozświetlacze.

Żałuję tylko, że cienie się nie zmieściły w szufladzie, ale jest ich za dużo...

No i dziś wyłowione w bibliotece lekturki:


No i moja córa na koniec. W stylu marynarskim tuż przed wyjściem na plażę. Jedyna gwiazda tego postu. Ubóstwiam to dziecko :D


wtorek, 29 czerwca 2010

Bublel i o rozprawie słów kilka..

Bynajmniej żadnej filozoficznej, 29 czerwca filozofowanie to ostatnia rzecz jakiej potrzebuję. Krótko, zwięźle i na temat: Dziś była sprawa o K. Praw rodzicielskich obydwoje pozbawieni. Jutro jeszcze w Białym o Gabi. Nie powinno być problemów : -). 
Ja: a ja się zastanawiam nad WOPP... interesujące praktyki. Tymczasem namazałam w Wordzie Introduction i Summary in Polish, jeszcze tylko Final (Fajnal, nie final:P ) conclusions i ja to ja mam zwyczaju na końcu zostawiać to co powinno być na początku.

Dziękuję Magdalenie i mojej Ann. za pomoc:)

niedziela, 27 czerwca 2010

Sitting on top of the world...

Wcale nie chce mi się pisać. Nawet nie wiem o czym, pewnie można by wspomnieć, że promotorka przyjęła moją pracę licencjacką...jeszcze jej nie ukończyłam, ale przyjęła... martwi mnie nieco fakt, że już jest ponad 70 stron... o jakieś 20 za dużo :( a jeszcze co najmniej z 10 dojdzie... :( to jest po prostu przykre. 
Dobrze działam pod przymusem, sama chyba nie umiem się już zmobilizować, napisałam już bo umiałam, a teraz nawet tego nie umiem, padam jak mucha. 
Zarywam noce, godzinami wklepują mało ważne słowa do Worda w nadziei, że ktoś to doceni, ale tak na prawdę nikogo to poza mną nie obchodzi. Istnieję tylko kiedy idzie mi dobrze, wtedy jest aprobata, kiedy coś nie wychodzi, raptem zostaję obrzucona 'gównem' bo przecież mogłam się postarać....
Nie chce mi się nawet myśleć o tym co będzie po 14-tym... nadal nie wymyśliłam sobie planu na życie. Póki co jest usiane strachem i niczym innym. To normalne nie ? Wcale nie głupieję jak moja siostra ? Swoją drogą chciała ostatnio ze mną rozmawiać, nie zapytała nawet co u Kuby, nie wiem czy wie, że  Kapryśka jest u nas... ale nawet o niego nie zapytała... ale ja spałam... mogli mnie obudzić... chociaż nie spałam od 48 godzin...więc może trochę żal im mnie było ? Wątpię.



So sit on top of the world, and tell me how you're feeling
What you feel now is what I feel for you
Take my hand, and if I'm lying to you
I'll always be alone, if I'm lying to you

See my eyes, they carry your reflection
Watch my lips, and hear the words I'm telling you
GIve your trust to me
and look into my heart
and show me -- show me what you're doing

wtorek, 8 czerwca 2010

Release me...-Oh Laura


Zastanawialiście się kiedyś ile jeszcze czasu musi minąć byśmy docenili swoje życie? Czytałam list pewnej Alicji i tak doszłam do wniosku, że zabijamy się za własnym przyzwoleniem. A no bo później przecież można iść do lekarza, a bo będzie mówił to i owo. 

Z drugiej strony zastanawiałam się ostatnio nad zjawiskiem tatusiów nie swoich dzieci. W niewiedzy, że to nie ich dziecko wychowują je, kochają, uczą życia a gdy przychodzi chwila prawdy....oliwa zawsze sprawiedliwa wypływa i tak dalej raptem wszystkie te aspekty rodzicielstwa się rozpływają przecież to nie moja krew. To takie podłe. 

To tak jakby ja powiedziała, że nie kocham Kuby... też go nie urodziłam a jest oczkiem w mojej głowie i Gabrysia się robi takim drugim oczkiem...:) Dlatego uważam, że matką nie jest ta co urodzi, lecz ta co wychowa.

Tym bardziej, że być może nigdy nie będę miała szansy mieć swojego dziecka tak typowego naturalnego...heh. 

Głupota rani...robimy sobie krzywdę.

sobota, 5 czerwca 2010

There is no escape....

Wypadałoby ostatnią sesję na studiach I-wszego stopnia zaliczyć ładnie i bez zbędnych uchybień....Ale patrząc po moim przygotowaniu i zapale... nie będzie ładnie, będzie ogl ciężko.
Nawet nie umiem podsumować sobie wypowiedzi na poniedziałek...nic nie przychodzi mi do głowy... mam tam pustkę.

Jutro miałam dla siostry J oddać IV rozdział...zrezygnowałam. Na wtorek mam 2 egzaminy, podejdę tylko do jednego...no i ten nieszczęsny G. w poniedziałek....morpho-syntactic term-formation.... ble...


A mi w głowie tylko ta ślicznota ze zdjęcia....dzieciaczek cudny...:)


poniedziałek, 31 maja 2010

Iskierka...


Jest! jest już w domu iskierka mała. Tatuś zauroczony, choć się nie przyznaje, Kuba nie odpuszcza na krok, czytał jej do snu bajkę o Leniu i Aaa kotki dwa...jestem z niego dumna :)Droga przebiegła o dziwo spokojnie, Gabi smacznie spała od czasu do czasu tylko wykręcając cudne minki, a jak się uśmiecha ! Mówię wam! Aniołek! I głodomorek! :D


Na wikcie mojej mam szybciutko podbije z tych marniutkich 3 kg... :) Jutro zameldowanie, łóżeczko itepe. :D

Straszna ciekawska dziewczyna, to ma po mnie :D Wzięłam na ręce to tylko łapałam główkę bo takie obroty robiła :D Ale już śpi... Kuba też, ja właśnie skończyłam referat na filo, ogl rzecz  biorąc beznadziejny ale dla zapchania dziury....w czasie przeznaczonym na nasze prezentacje....

Z kolei doszły mnie słuchy, że III rok FA dostał dziś porządny opieprz, za plagiaty, tylko dwie prace 'nadawały' się do czytania i przeszły do egzaminu, w tym moja. Miło!


Dobra a tu reszta zdjęć:

niedziela, 30 maja 2010

Niedzielnie....

 

Niedziela. Jutro jedziemy odebrać Gabrielę. Miesiąc i dziewięć dni po narodzeniu. Na pewno zrobię parę zdjęć po powrocie jak już uda nam się jakoś zapanować na sytuacją. 
Najbardziej obawiam się reakcji Kuby, który co prawda bardzo się cieszy, ale przecież nie wie jeszcze co to tak na prawdę oznacza, taka mała dzidzia. Nie chciałabym by poczuł się odrzucony. Mówiłam już rodzicom, że trzeba go jak najwięcej angażować, żeby czuł się potrzebny, bo przecież jest potrzebny, mały braciszek :)
Ta sytuacja powinna wyjść mu na dobre. Wiadomo, że lepiej w rodzeństwie niż być jedynakiem i nie poznać wielu wielu różnych interakcji, które zachodzą miedzy rodzeństwem, a że on nie należy do egoistów, tylko wręcz przeciwnie jest nadmiernie opiekuńczy w ten swój słodki sposób, to Bri na pewno będzie miała super brata.
No ok to będzie jutro, a dziś druga już kawa, bajka ''Ratunku, jestem rybką!'' razem z Kubą, a teraz materiały na referat muszę znaleźć i coś przyszykować bo inaczej to nie pójdzie. We wtorek prezentacja a ja jeszcze nic, jutro też czasu nie będzie więc dziś termin krytyczny. 
Rodzice pojechali na Wigry, no to zabieram się do produkcji umysłowej.


czwartek, 27 maja 2010

Life ain't kind...



Czy czując wszem i wobec brak akceptacji, człowiek powinien się tym przejmować? Akurat wtedy gdy dzieją się rzeczy przełomowe w jego życiu ? Nie wiem. Czuję i słyszę pewien rodzaj pogardy i niezrozumienia. Chciałabym tylko, żeby nie wypowiadały się osoby, które nie rozumieją takiego wyboru, takiego postępowania lub, żeby się wykazały choć raz i skoro są takie 'ja wiem wszystko' mogłyby zatem powiedzieć nam co w tej sytuacji robić.

Druga kwestia nie rozumiem, zupełnie nie ogarniam tego człowieka, dzwoni, grozi, śmieje się niemalże w 'twarz'. Jak śmie ?!?!

Zdjęcie nad zbyt czerwone wyszło, ale tak mi się podoba.
Kupiłam sobie koturny (lol, pewnie nie założę) i buty na obronę. 

Reszty nie ogarniam.

wtorek, 18 maja 2010

Hm...?


TPU, HLAm i Filozofia....dom i kserokopia jej zażalenia....aż wstyd się przyznać, że to rodzina. Jak można ani razu nie wspomnieć imienia własnej córki ?? Nie mieści mi się to w głowie. Bardzo poddenerwowana po tym na szczęście ciut ochłonęłam jak usłyszałam, że doszła TRAGICZNA opinia na jej temat...więc są szanse :)

Oby oby....

piątek, 14 maja 2010

Bleh bleh...


Oddychamy nie zdawając sobie z tego sprawy. Jednak u mnie ostatnio wygląda to tak, że walczę o każdy oddech, bo czasami mam ochotę wstrzymać oddech i już go nie złapać....

Można być silnym i za taką się uważałam. Tylko nie wiem czy druga ciąża mojej siostry nie przeważyła jakiejś szali...
Takiej, która zwyczajnie uderzyła mnie jak obuchem w głowę.

Mam w sobie tyle niepotrzebnych myśli, tyle trujących emocji, że na wodzy trzyma mnie tylko myśl o K. i o Gabi...

Podejrzewam, że zrobi to we mnie więcej dziur
Niż cokolwiek

Życie jest piękne. Ja też.

Dzięki za rozmowę Martino Santo.:-) :*

sobota, 8 maja 2010

Dzień jak co dzień.... donośny huk.

Czas zdaje się być taki niewymierny. Człowiek chce się wyspać, to wstaje po 9.oo Budzi go 22 kilogramowe ciało ukochanej istoty na którą pół godziny temu, przy pierwszej próbie zbudzenia, nieźle się nakrzyczało. No ale w końcu udaje się zgonić z łóżka. Nie kawa, nie kanapka, ale ciepły napój na gardło. Bo brak głosu. Dawno tak nie piałam. To co dziś się dzieje w moim gardle to na prawdę tragedia.

Szybkie ogarnięcie i maraton do miasta. A to Weronika, a to sprawdzić czy można listę zameldowanych podjąć. Oczywiście się nie udało, bo dziś sobota. Co jej do głowy przyszło ? 

Weronika to sklep z artykułami dziecięcymi jakby ktoś miał wątpliwości. A tam łóżeczko, wózek. Klasycznie. Już chyba zaakceptowałam tą myśl. 

Wniosku wczoraj nie napisałyśmy, dziś też nie i nie dam się zmusić. Co oznacza, że pewnie zrobimy to jutro. Ciekawe czy mam wykład w poniedziałek. Pojęcia nie mam. Do tego ponoć na piątek mam oddać pracę z translatoryki. Nie mam. W środę pewnie seminarium.... nic nie mam. 


W nagrodę za moje lenistwo co by się podbudować kupiłam sobie parę ciuszków. Nie zasłużyłam ale kupiłam. I fluimucil... <3 Jedyne to to co działa. I dostałyśmy w aptece bez recepty... podczas gdy on na receptę jakby nie patrzeć. Chyba tak okropnie wyglądałam, że aptekarka się zlitowała :D :D :D 


Nieważne. 


Na oku mam Eastenders'ów. Serial angielski co by się osłuchiwać 24/7. 


Miłego.

piątek, 7 maja 2010

Słowa mają mnie...

Ile za sesję? Wow... szykuje się cykanko. Nie wiem czy się zgodzić. Jestem rozsypana wewnętrznie. Mam do zrobienia wiele, kalendarz pęka w szwach od niemiłych obowiązków. I chyba nie mam czasu na zabawy w obróbki. Ale z drugiej strony na styk potrzebuję kasy. Więc to opcja miła. Warta rozpatrzenia. Zgodzić się?

Chora. Tak się określę. Wytrzymałyśmy tylko na jednym wykładzie. I to ja z ciężkim sercem. Reszta mnie nie obeszła. Nie mam ochoty patrzeć na babkę od Emisji fuuuuuu.

Kumpela dziś rzuciła hasło, że ładnie wyglądam... Na co ja na prawdę nie czując się dziś dobrze i nieciekawie wyglądając odrzuciłam: To chyba żart. Nie da się nie napomknąć, że ... ooo zapomniałam.

Nieważne.

Dziś byłyśmy na dywaniku (miękkim :D ) u prezes sądu rejonowego. Podrzuciła pomysł jak przyśpieszyć zabezpieczenie wniosku poprzez wydanie Gabi do rodziny zastępczej. Jutro czeka mnie pisanie hm.... 5 wniosku w ciągu końcówki kwietnia i początku maja...zaczynam się wprawiać.

Właśnie się rozpadało. I to nie byle jak ale porządnie. Ja się raczę drugą kawą dzisiejszego dnia i zastanawiam się jak to zaplanować.

Twój numer mogę już wykasować. Ciebie przepraszam, że nie odebrałam, komórka była wyciszona i w kieszeni torebki. I samą siebie przepraszam za dzisiaj.

:)

wtorek, 4 maja 2010

Mhm....

  

Gabi jutro skończy całe 2 tygodnie.... Dziś przyszedł list polecony z Sądu, więc sprawa jest w ruchu :D Super:) Na prawdę podniosło to mnie i ogl nas wszystkich na duchu. Choć raz widać, że liczy się dobro dziecka a nie biurokracja i czekanie miesiącami na odpowiedź.

Kuba z kolei ma zapalenie płuc. Rozgorączkowany. Zakatarzony. Brawo dla mojej wspaniałej siostry. Oto jak kończą się jej żądania... -.-' No ale wizyta u lekarza była, cały kufer leków i zwolnienie ze szkoły do końca tygodnia. Oby zdrowiał:)

Ja poszukuję jakiegoś testu na alergię na składnik kosmetyków. Znów coś mi się porobiło, dzięki Bogu, że Advantan jeszcze miałam... Muszę koniecznie wiedzieć jaki składnik kosmetyków tak na mnie działa bo to jak kupowanie kota w worku...;/

Reszta mnie oscyluje wokół konspektów i prac.

Na filozofii nudy. Góralska wersja filozofii. Czyli jeden wielki film w niezrozumianej gwarze....;)

piątek, 30 kwietnia 2010

Generalnie....

Generalnie rzecz biorąc to jakby się spiąć w sobie to wystarczyło by mi 9 dni na odbębnienie konspektów... po 10 sztuk codziennie zrobić i mam 90 :-D Tylko, żeby się spiąć w sobie... a to jest problem... :-P

Ale nie! Dziś zaczynam... zrobię jak najwięcej mi się uda...:-) 
Po tym w planach na najbliższe dni oczywiście prace... różne:-)



Pamiętaj w ważnych decyzjach jesteś sam, samiutki, samotny



 Gabi w tej chwili jest pod dobrą opieką.
I niech tak zostanie póki nie będzie wiążących decyzji.


Tak, ej, to tylko moja decyzja
I tylko ja mogę ponieść za to karę
Ej, tak, chcę uczyć się na swoich bliznach
A ciebie ch*j ma obchodzić życie, które wybrałam

środa, 28 kwietnia 2010

Wrrrr....


Odkąd zaczął się mój dzisiejszy dzień, wszystko mnie wkurza... 
Obudziła mnie wcześnie pod pretekstem, że trzeba poprawić wniosek... no to dawaj...znowu egzemplarze drukować... na szybko wypita kawa zaraz mi się zważy w żołądku...

Co nagle to po diable...

Zaprzeczcie? 
Dlaczego się mnie nie słucha w tym domu wariatów... może i nie mam takiego 'życiowego' doświadczenia jak moja wszystkowiedząca mamusia ale póki co okazuje się, że cokolwiek mówiłam to prawda i  że tak właśnie trzeba było zrobić... no do cholery...

Jeśli zdecydowała się na walkę to powinna być stanowcza i działać szybko i zdecydowanie, a nie myśleć godzinami i mieć wątpliwości...jak na dłoni widać, że jest rozdarta ale powiedziałam jej...

'jeśli się już zdecydowałaś to jeszcze pamiętaj o kogo walczysz i tylko ta osoba się liczy, nie patrz, co na to Ona...teraz się liczy ktoś inny i musisz pokazać, że się nie wahasz' 

Wrrr... wgl za dużo by opowiadać, aż mnie ze złości trzęsie...

To nie czas na skrupuły... tylko czas na działanie. 

Może i mam 22 lata, ale lepiej to ogarniam niż ona...



wtorek, 27 kwietnia 2010

Pukładane w głowie?

Takie a nie inne zdjęcie bo brałam kompakt a nie Canona i na lepsze mi to wyszło, przynajmniej nie musiałam targać dodatkowo zestawu bo i bez tego miałam ciężko ;) Białystockie PKP, powrotna droga. 

Wczoraj padłam jak mucha, nic już nie chciałam wiedzieć, nic nie słyszeć.
Dziś na wykładzie podpierałam się jak mogłam by nie zasnąć, kumpela trącała mnie w ramię :D 

Nie wiem czy robimy dobrze, nie wiem komu to przyniesie szczęście i nie wiem czy się uda ale gdzieś tam głęboko się czuje, że to najlepsze wyjście. Chociażby ze względu na Gabrysię, taaak Gabrysię. Heh... jak to ja bym wybierała to nosiłaby imię Lidia...czy coś w tym rodzaju. Ale to nie moja broszka...także jest Gabi, to jest. 
Dziś po powrocie z uni kiepsko się czułam, zatoki nie dają mi spokoju...ale mało to obeszło kogokolwiek i przez dwie kolejne godziny klepałyśmy wniosek... 3 strony a4.... przykre ale prawdziwe 3 strony...

Bo dziś trzeba stanąć w obronie tego słabszego istnienia.
Bezbronnego.

Nie wiem jak to się skończy, ale przynajmniej próbowaliśmy.

nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?

A ja zaryzykuję i powiem żegnaj koniec cześć.

Kocham Cię choć jeszcze Cię nie znam.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Nazare....... co?


Jak łatwo jest się odwrócić od drugiej osoby. Najpierw obiecać jej całkowitą pomoc, a później perfidnie umyć od tego ręce i jeszcze nie odbierać telefonu, prosząc by powiedziano, że kogoś nie ma. Super. Mogłabym się tego spodziewać po każdym 'cywilu' ale nigdy po służebnicach pańskich... Phie. Piękny przykład wiary w człowieka.

Siostro Nazaretanko....wstydź się.

Wiedząc, że w tym teatrze wszystko możliwe jest...


Zawrzało. Zebranie rodzinne nie przynosi żadnej konkretnej odpowiedzi. 

I właśnie dziś nie mam już siły w sobie by po prostu puścić to wszystko tak o sobie. Zostawić to i nie myśleć. 
Jest mi ciężko, na prawdę. Ci, którzy nie wiedzą o co chodzi uznają, że znowu przesadzam, ale proszę odpuście sobie ocenianie. 

Po prostu zaczyna mnie to przerastać. Zaczęło mnie przerastać wiele lat temu. I kto by pomyślał, że jeden człowiek może drugiemu tak bardzo wpływać na życie. Mam ochotę paść na kolana i rozpłakać się i wykrzyczeć światu, że na to nie zasłużyłam.
It wouldn’t have been so bad except
this little plan, it fell apart
 I już nawet pozostawanie obojętną nie przynosi ulgi. 

Nie jestem typem dziewczyny, która się po prostu godzi na to co jej proponują. Lub co jej ktoś próbuje narzucić. Próbuje walczyć, walczyć o siebie. Z tym, że z coraz mniejszym skutkiem.


I przepraszam Ciebie. To po prostu nie jest czas dla nas. Chyba nigdy miało go nie być. Poza tym... nie czuję, żeby ci na tym na prawdę zależało, więc to ci nawet nie powinno sprawić przykrości. Mogę się mylić i jeśli tak jest, to przepraszam. Coraz rzadziej udaje mi się dobrze rozumieć.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Gdy nadchodzi nowe życie...


Wczoraj o 19.3o świat przywitał nowe życie. Małą dziewczynkę, która waży 3 kg. I czyni mnie po raz drugi ciocią.                  

The new life starts here
The day is wide open
the sky is blue
The world is a miracle
The new life starts here


 Ps.Zdjęcie nie moje, wzięte z internetu.