Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

Snowing...

Najgorsza jest pustka w glowie. Pustka w okol. Pustka w sercu.

Dzis w koncu spadl snieg. Niedlugo po tym...jedyny jego slad to mokre przecznice i streety.

Minal.

Cala aura prysla.

Spedzilam dzisiejszy dzien w pracy sama. Zupelnie sama. Tak jak i wczoraj...

Reszta chciala wykorzystac ostatnie chwile, wycisnac co sie da z przelomu roku. Dla rodziny, dla siebie samych...

Tez bym to zrobila. Jednak nie mialam takich powodow.

Lubie zime pod jednym warunkiem. Gdy pruszy, gdy jest biala i zbita w sobie.

Nie deszczem zlana, szara i smutna...

Zapalam swieczki, klade sie....wsluchuje sie dzwieki otoczenia....

Chwilo nie mijaj.



czwartek, 14 lipca 2011

Filary ziemi. Tom 1-3.

Po prostu uwielbiam takie książki. Zanurzyłam się w niej z nudów i  na 2,5 h straciłam kontakt z rzeczywistością i 168 stron za mną, a już zerkam na nią by wrócić do lektury. Składa się z 3 tomów, każda po około 300 stron, także nie będę narzekać w najbliższym czasie na nudę. :D

Jak już wspomniałam wyżej: UWIELBIAM! tematykę książek zbudowanych na szczątkach faktów historycznych, zawierających w sobie odniesienia do osób, które na prawdę istniały i kreowanie wokół nich całej "sieci" innych historii ludzi, którzy mogli fizycznie nie istnieć.... ach to wszystko tak pięknie się splata. I opisy! Tamtych czasów. Jakbym tam była. Zamykam oczy i widzę XII-wieczną Anglię, każdy najmniejszy szczególik autor oddaje w sposób niezwykły!

Nie potrafię opisywać książek tak pięknie jak Ona (Magdalena), ja potrafię je tylko czytać. 

A moja fascynacja do takich książek w pewien sposób mieszających historię z fikcją rozpoczęła się od książki Judith Merkle Riley: "Czara wyroczni", o której możecie poczytać o tu -> Czara wyroczni  . Ta akurat jest osadzona w Francji, którą nie gardzę, ale XI-XVIII wiek ANGLII...to jest dopiero pole do popisu! Zwłaszcza dla takiego fanatyka jak ja, który czerpie radość z powiązania treści wykładów za czasów historii krajów anglojęzycznych na uni z książkami i możliwością przeczytania dostępniejszego opisu tamtych realiów...tak, to cała ja.


Gorszyć może jedynie fakt, że te 2,5 h poświęciłam na nią siedząc w biurze, znudzona bezczynnością, jako, że dzisiejszy dzień był wyjątkowo bezczynny ? Ale to nic. Do tego filiżanka chai, później dwie kawy...no i jakoś zleciało.

A jak już przeczytam filary, mam całą listę innych TAKICH książek...mrrrr.
Ps. I jeśli już mowa o książkach to po prostu wryłam sobie w głowę, że muszę mieć e-czytnik !!! Marzę o nim, chcę mieć możliwość czytania e-booków, bo na kompie mi nie idzie. To mój następny zakup jakiego się dopuszczę, jak tylko znajdę pracę. A nad tym ciągle pracuję...parę zgłoszeń powysyłałam...

niedziela, 19 września 2010

Come girl.... trust me....

Spoglądam na wczorajsze zdjęcia z nutką sentymentu. Bo znów miło było trzymać w ręku aparat, ale trudno nadążyć za tym czego wymagano ode mnie wczoraj. I tak podobała mi się końcówka dnia i zachód słońca a na jego tle...bocianie gniazdo, opuszczone już o tej porze roku.

A dziś zdjęcia małej i ten fragment Norah Jones... i przeszło mi przez myśl coś oczywistego a jednocześnie nadal nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego to się musi dziać. Choć motam się sama z sobą, bo z jednej strony jestem temu wszystkiemu wdzięczna, z drugiej, chyba dla ich dobra wolałabym by było normalnie. Wiem jednak, że normalnie by nie było, więc o ich dobru tam trudno mówić tak na prawdę. Zatem chyba wszystko się zeruje, z małym przechyłem w naszą stronę.

Zawsze kiedy chcę coś tu napisać dzieje się coś dziwnego, w efekcie piszę o czymś innym, bo już nie umiem pisać otwarcie, o byle czym, tak jak kiedyś....wypluwając z siebie bezsens. I to co i tak piszę dla wielu jest bezsensowne, ale dla mnie to wszystko jest ważne i zrozumiałe. Wymowne. Takie moje.




Nie wyszło wczoraj tak jak mówiłaś, że może być. I teraz z jednej strony jest mi przykro, że czegoś takiego nie było, bo to źle świadczy o mnie samej, ale z drugiej strony... to nawet lepiej bo niczego nie komplikuje, nie utrudnia.

Och Boże. Co za lawina bezsensownych słów.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Upside down...


Wiadomości tv... Bogatynia zalana, Hej Hej Marcin żyjesz??? Mój ulubiony ateisto!:) Mam nadzieję, że wszystko tam dobrze...;/

Wracając do mnie, pierwszy tydzień pracy za mną, jutro już poniedziałek, nie jest wcale źle, nie jest przeraźliwie... jest znośnie, może nawet miło...Ona mówi do mnie nie narzekaj, że czasem nie ma co robić, powinnaś się cieszyć, a mnie zżera bo czas się dłuży, poza tym nie lubię siedzieć bezczynnie...wgl to chciałabym się czegoś nauczyć, to chyba nie zbrodnia? Maciej zapowiedział, że chce ze mną pogadać, ok... :) Pogadamy.

Staram się zwalczyć te głupie uczucie braku potrzeby powrotu. Robi się ciasno, na prawdę. Nie do zniesienia chwilami. Dusi mnie ta sytuacja. Brakuje wiary, że się poszczęści. Gdyby nie oni, uciekłabym. 
Tak w ogóle to niezbyt mam co tu napisać...wgl ostatnio zauważam, że zamykam się w sobie jeszcze bardziej...to wszystko można w sobie wypracować. Trzy lata nad tym pracowałam i jakoś dochodzę do perfekcji... Myślałam ostatnio nad obopólną zgodą na coś z czego oboje mielibyśmy korzyść. Ciekawe czy ktoś by się zgodził... ah...ale czy by to nie było sprzedawanie?


Ale mam kołowrotek w głowie... i nie bijcie ale wkurwia mnie samotność :)

niedziela, 1 sierpnia 2010

Kolejny peron w drodze.Puf, puf.

Jutro zaczynam staż i przyznam szczerze, że raz po raz na myśl o tym troszkę przewraca mi się w żołądku. To chyba coś na rodzaj nerwów. W każdym razie prawda jest taka, że nie wiem, czego się tam spodziewać, bo pracownik biurowy, niewiele mi mówi. Równie dobrze mogę zamiatać podłogę jako pracownik biurowy, a także robić coś na prawdę podchodzącego pod biuro...do wyboru do koloru. Dlatego też wstrzymałam się z napisaniem mojego CV, chcę jutro spisać 'obowiązki' wypisane na skierowaniu.
W międzyczasie przez ostatnie dni moich wakacji skupiłam się na you tube i na filmikach wiadomych, a także na książkach Condensed Books z Ridgest Digest, skończyłam W głębi lasu, zaczęłam Żonę siodlarza, a także ekhm...'Excel 2007 /pl+en/... a no bo nie wiem czy nie będę się w tym grzebać, więc lepiej umieć :) lub udawać, że się staram zrozumieć. Nie obyło się oczywiście bez spaceru z Gabrielą. Co za dziecko!!! Mówię wam, aniołek.

Powoli wydłuża mi się lista 'must have'....oczywiście kosmetykowy. Ya know...I'm a woman. 
No i muszę się wziąć za niemiecki :))