wtorek, 16 listopada 2010

Informacja

Będzie seria astro na 2011... na pewno mój znak i Ann. Także... poczytasz sobie :)) :* Chce ktoś jeszcze?

Ps. noc niespana...Gabiśka płakała jakby ją coś natchnęło, a jak chcę to potrafi dać głos...:P

niedziela, 14 listopada 2010

Z życia...

Wcale nie dziabnięta. Jeszcze nie. 

Hm, po zjeździe. Zanotowałam ubytek około 60 zł i o jeden ból oka więcej. Trzeba mi na prawdę zarejestrować się do okulistki. Bolii, boliii.

Wykłady? W połowie ostatniego wykładu, za którym nie przepadam, wybuchła nam lampa i zgasło światło na połowie auli... oczywiście światło pozostało przy katedrze wykładowczyni, która rozbawiona sytuacją postanowiła kontynuować wykład z biomedycznych podstaw rozwoju i wychowania...ku rozpaczy obecnych studentów... 

Za to nie mogę nic złego powiedzieć o przerwie między dwoma wykładami. Mały wypad do pobliskiego A..... na zestawik hamburger + frytki, plus obowiązkowo coca-cola. Pogadałyśmy i wgl. :) Po wykładzie jeszcze tylko 1,5-2 h drogi powrotnej na stare śmieci i plaśnięcie o łóżko wciąż z bolącym okiem...happy as never. 

No i tak mniej więcej wyglądał zjazd nr 4. 
Chyba zdecydowałam się na zrealizowanie pomysłu większego w swoich gabarytach co przysporzy mi trochę problemów jeżeli chodzi o transport. Aczkolwiek wczoraj, zrezygnowana nie mogąc znaleźć nic co by przypominało choć w kilku procentach to czego szukam...padło na XXXXXX. :^)

Buziaki straszaki...

czwartek, 11 listopada 2010

Oczekiwanie....

Już długo.... czekam aby się zebrać w sobie i znaleźć ochotę na rzeczy ważne, rzeczy najistotniejsze. Ostatnie dni i tygodnie to tylko zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. Trochę jedzenia, dużo snu i higiena. No i praca oczywiście. Wszystko tak się zakręciło, że przez ostatnie tygodnie nie potrafiłam zmusić samej siebie do jakiegoś minimum, dzięki któremu czułabym, że się rozwijam, w którąkolwiek stronę. Nic z tych rzeczy. Zaniedbałam wszystko. Znajomych, przyjaciółkę...no wszystkich. A także fotografię, czytanie, jakiś dobry film. Specjalista nazwałby to zapewne przesileniem jesiennym. No może. Niech i będzie tak, jeśli trzeba to nazywać. Z tym, że czas nie zaniedbał mijania. Nie czekał na mnie i pędząc do przodu zadbał o to bym miała dużo do nadrabiania. A wiecie przecież, że czasu nadrobić się nie da. 

Trzeba zatem przezwyciężyć słabość i ruszyć z kopyta. E-mail grupowy czeka, podanie do PUPy poszło, czekanie na odpowiedź, i takie tam. 
A wczoraj, aż się pochwalę, 5 h przeszukiwałam neta w nadziei na pomysł...nie no pomysł znalazłam. Zobaczę co z wykonaniem. Bo bardzo mi zależy, żeby tym razem znalazł się na tym motyw, który lubi. Bo wiem, że lubi. Gusta się tak nie zmieniają.
Zazdroszczę jedynie, że ja nie jestem taką konkretną osobą, która ma wszystko poukładane, swoje ulubione kolory, zapachy... ja jestem taka dosłownie na odwrót, roztrzepana, nic nie jest we mnie stałego, nie posiadam skonkretyzowanych fawo..... no nie mam....
Może taki jest mój urok. :) Ale wracając ...bardzo chcę by w tym roku był trafiony.

Melancholijna się robię. :) Buziaki straszaki. Dzięki za czytaninę.


Pozwólcie, że się pewnej pani słowami pożegnam:
Pozdrawiam z ozdrowieńczym przeświadczeniem, że skoro w życiu liczą się tylko chwile, to i szczęściu można powiedzieć czasami dobranoc.  (_M.D_)

niedziela, 7 listopada 2010

Goodbye my lover...

Chcę żebyś o tym wiedział. Musisz. 

Wyrzuciłam cię definitywnie z mojego życia. 

Wg zasady co z oczu to z serca. Papaaa :) Dobrego życia !


You were like one of those guys
The kind with a wandering eye
But I said, "hey what the hell, once in my life I''ll take a ride on the wild side"

sobota, 6 listopada 2010

Magia dnia dzisiejszego....

Jeśli kiedykolwiek wierzyłam w magię, to tylko i wyłącznie w magię zdjęć... 
Nie znam niczego innego tak bardzo roztkliwiającego mnie i powodującego, że czuję się po prostu dobrze...

Muszę zaciskać pasa ostatnio bo zaszalałam z kasą, a termin II raty nadchodzi. Mimo to, nie żałuję, że kupiłam co kupiłam. Obiecywałam sobie, że odłożę co nie co, ale póki co koniec umowy zbliża się niemiłosiernie a ja nic a nic nie odłożyłam. Może to dlatego, że nie mam skarbonki ? :D

A tak na poważnie to czekam na decyzję o przedłużeniu stażu. Czekam także na 21 listopada, kiedy to będę sobie w okręgu Nr XX siedzieć w komisji wyborczej. Kurcze dobrze trafiłam...coraz więcej na tym zyskuję, coraz więcej... :) 
Nowego roku też już się nie mogę doczekać, w nadziei, że będzie mniej tragiczny niż 2010, bo sami wiecie co się dzieje w Polsce i jak żółć zalewa nas wszystkich. Na horyzoncie wyczekuję tylko kiedy J.K zniszczy PiS. To nic, więc jak napisałam, czekam na nowy rok również dlatego, że roefsik zacznie nowe szkolenia i ja i jaaa baaardzo chcę w nich brać udział. Hyyhyy.

Studia? Jedna wielka terapia grupowa. Takie odnoszę wrażenie, oczywiście z paroma takimi co to zjawili się tylko po to by jak to sami stwierdzili: dostać papierek. Taka chyba już kolej rzeczy, że nie da się od takich ludzi odciąć. Oczyściłabym świat z takich delikwentów, bo zawsze potem tacy jak ja na tym najgorzej wychodzą. Nie powiem, chyba przez ostatnie trzy lata zbierała się we mnie cicha złość, ale z przymrużeniem oka patrzyłam na zachowanie i nastawienie co poniektórych...ale coraz częściej mam oficjalnie i zauważalnie dość traktowania swojej przyszłości w ten sposób...Nie jestem z tych, którym wszystko wisi i mają to w D...  

No czyli w skrócie, drażni mnie parę osób.

Wydaje mi się, że każda bańka kiedyś pęka...moja też pęknie któregoś dnia i znajdę w sobie siłę by od nowa zyskać to co straciłam....

W dalszych planach żadnych związków. Związki też nie mają mnie w planach. Czyli wszystko gra. Tak jakby. 
Nie, nie da się ukryć, że szybko się otrząsnął po mnie. Kiedyś reagowałam na to z zazdrością. Dziś to już nie wywiera na mnie żadnego wrażenia... Chyba na prawdę się do tego nie nadaję. Do tych wszystkich gierek, podchodów i polowań. Jeśli jest znośnie tak jak jest, to pytam: po co to zmieniać? 
Znośnie. Nie dobrze, lecz znośnie, czyli zadowalająco. Dużo tracę... trochę mniej zyskuję, ale i tak wychodzę na zero...Chyba.