niedziela, 28 listopada 2010

Jestem...

Jest mi dobrze, jest mi źle
...
.....
Jestem z kimś i jestem sama
Jest mi nudno, jest ciekawie
Jestem całkiem, jestem prawie
Jestem w środku, jestem z boku
Jestem wojna albo pokój

Jestem tym czym chciałAm nie być
Jestem tym bez potrzeby
Jestem, bo dokonał się zamach
na to co ja miałAm w planach

Jestem pierwsza, jestem w tyle
nieomylnA, choć się mylę
Jestem sędzią i sądzonĄ
winnĄ i uniewinnionĄ


Jeżeli by tak przestrzegać reguł to powinnam być jeszcze w Białymstoku. Zauważyłam, że to ja teraz chętniej popieram pomysł by wracać i nie iść na wykład, na coś tam... Tak też obmyśliłam by iść w sobotę na ćwiczenia z nd tak by już w nd się nie tłuc do Białego... wygodne wiem. Może to nie lenistwo, może to bardziej zmęczenie. Choć nie powiem. Powoli zanika zmęczenie i wypełnia je doza siły. Od kiedy ? Odkąd biało za oknem mam. Pokładałam nadzieję w zmianie pogody i ot proszę, śnieg za oknem, ja weselsza.

Otworzyłam dziś plik pdf i ujrzałam tabelkę z nr indeksów...nie było tam mojego nr i nagle struchlałam... cholera jak to możliwe, że mnie tam nie ma...ale spokojnie byłam...... w którejś tam z kolei tabelce na swoim roku jako jedyna, która za 3 rok licencjatu dostała stypendium... ufff....kamień z serca. Głęboki pokłon w moją stronę, udało się.

Staż przedłużono mi do końca marca z furtką na kolejne miesiące jeśli bym chciała. W pracy zazwyczaj spokój, z kolei piątki to istny kocioł, jakby diabeł się zmówił i chciał uprzykrzyć mi weekend. Ale to nic, daję radę. Dostałam 'zezwolenie' na korzystanie ze stażu ile mogę. Co to oznacza w praktyce? A no tyle, że jeżeli chcę korzystać ze szkolenia specjalistycznego na które wstęp mają tylko pracownicy pozarządowi w krk czy w poznaniu, warszawie itepe to proszę bardzo mam na to ich zezwolenie i poparcie. Fajjnie. Jutro się zabiorę za szperanie w necie. 

W piątek najbliższy wybieram się na małe szkolenie z projektów. Pod bocianem, że tak to nazwę. Nosem nie kręcę, biorę to co mi dają. Zawsze to coś co można w CV wpisać, a poza tym jak to pięknie powiedziała kumpela z n-w-s-p, wiedzy nikt nam nie zabierze.

W międzyczasie zabrałam się za zbieranie podpisów za organizacją referendum w sprawie lasów polskich....i nie powiem...mam co Szyszce wysłać :)

Jeżeli zaś chodzi o inne sprawy no to ciężko, wiem o tym, że się troszkę między nami pozmieniało, że czas naruszył fundamenty, ale myślę, że nie ma rzeczy nie do odbudowania, co Ty na to?: -) :-*

Dziadzie też są fajne.

wtorek, 16 listopada 2010

Informacja

Będzie seria astro na 2011... na pewno mój znak i Ann. Także... poczytasz sobie :)) :* Chce ktoś jeszcze?

Ps. noc niespana...Gabiśka płakała jakby ją coś natchnęło, a jak chcę to potrafi dać głos...:P

niedziela, 14 listopada 2010

Z życia...

Wcale nie dziabnięta. Jeszcze nie. 

Hm, po zjeździe. Zanotowałam ubytek około 60 zł i o jeden ból oka więcej. Trzeba mi na prawdę zarejestrować się do okulistki. Bolii, boliii.

Wykłady? W połowie ostatniego wykładu, za którym nie przepadam, wybuchła nam lampa i zgasło światło na połowie auli... oczywiście światło pozostało przy katedrze wykładowczyni, która rozbawiona sytuacją postanowiła kontynuować wykład z biomedycznych podstaw rozwoju i wychowania...ku rozpaczy obecnych studentów... 

Za to nie mogę nic złego powiedzieć o przerwie między dwoma wykładami. Mały wypad do pobliskiego A..... na zestawik hamburger + frytki, plus obowiązkowo coca-cola. Pogadałyśmy i wgl. :) Po wykładzie jeszcze tylko 1,5-2 h drogi powrotnej na stare śmieci i plaśnięcie o łóżko wciąż z bolącym okiem...happy as never. 

No i tak mniej więcej wyglądał zjazd nr 4. 
Chyba zdecydowałam się na zrealizowanie pomysłu większego w swoich gabarytach co przysporzy mi trochę problemów jeżeli chodzi o transport. Aczkolwiek wczoraj, zrezygnowana nie mogąc znaleźć nic co by przypominało choć w kilku procentach to czego szukam...padło na XXXXXX. :^)

Buziaki straszaki...

czwartek, 11 listopada 2010

Oczekiwanie....

Już długo.... czekam aby się zebrać w sobie i znaleźć ochotę na rzeczy ważne, rzeczy najistotniejsze. Ostatnie dni i tygodnie to tylko zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. Trochę jedzenia, dużo snu i higiena. No i praca oczywiście. Wszystko tak się zakręciło, że przez ostatnie tygodnie nie potrafiłam zmusić samej siebie do jakiegoś minimum, dzięki któremu czułabym, że się rozwijam, w którąkolwiek stronę. Nic z tych rzeczy. Zaniedbałam wszystko. Znajomych, przyjaciółkę...no wszystkich. A także fotografię, czytanie, jakiś dobry film. Specjalista nazwałby to zapewne przesileniem jesiennym. No może. Niech i będzie tak, jeśli trzeba to nazywać. Z tym, że czas nie zaniedbał mijania. Nie czekał na mnie i pędząc do przodu zadbał o to bym miała dużo do nadrabiania. A wiecie przecież, że czasu nadrobić się nie da. 

Trzeba zatem przezwyciężyć słabość i ruszyć z kopyta. E-mail grupowy czeka, podanie do PUPy poszło, czekanie na odpowiedź, i takie tam. 
A wczoraj, aż się pochwalę, 5 h przeszukiwałam neta w nadziei na pomysł...nie no pomysł znalazłam. Zobaczę co z wykonaniem. Bo bardzo mi zależy, żeby tym razem znalazł się na tym motyw, który lubi. Bo wiem, że lubi. Gusta się tak nie zmieniają.
Zazdroszczę jedynie, że ja nie jestem taką konkretną osobą, która ma wszystko poukładane, swoje ulubione kolory, zapachy... ja jestem taka dosłownie na odwrót, roztrzepana, nic nie jest we mnie stałego, nie posiadam skonkretyzowanych fawo..... no nie mam....
Może taki jest mój urok. :) Ale wracając ...bardzo chcę by w tym roku był trafiony.

Melancholijna się robię. :) Buziaki straszaki. Dzięki za czytaninę.


Pozwólcie, że się pewnej pani słowami pożegnam:
Pozdrawiam z ozdrowieńczym przeświadczeniem, że skoro w życiu liczą się tylko chwile, to i szczęściu można powiedzieć czasami dobranoc.  (_M.D_)

niedziela, 7 listopada 2010

Goodbye my lover...

Chcę żebyś o tym wiedział. Musisz. 

Wyrzuciłam cię definitywnie z mojego życia. 

Wg zasady co z oczu to z serca. Papaaa :) Dobrego życia !


You were like one of those guys
The kind with a wandering eye
But I said, "hey what the hell, once in my life I''ll take a ride on the wild side"